Eye tracking – jak czytamy wyniki wyszukiwania?

Każdej firmie zależy na tym, by być wysoko w wynikach wyszukiwania. Ale czy zawsze lepiej jest być na pierwszym miejscu? W jaki sposób użytkownicy Internetu wyszukują informacje? Na te pytania może odpowiedzieć tajemniczo brzmiąca dziedzina – okulografia.

Czym jest okulografia, albo – bardziej współcześnie – eye tracking?

Jest to metoda badań ruchów gałki ocznej, znana już w XIX wieku. Współcześnie jest wykorzystywana między innymi do badań związanych z marketingiem oraz korzystaniem z zasobów internetowych. Polega przede wszystkim na analizie, gdzie użytkownik kieruje swój wzrok w trakcie wyszukiwania interesującego go zagadnienia, a także, co przyciąga jego uwagę na dłużej.

Oczywiście wyniki tego typu badań zależą od mnóstwa pobocznych czynników, ze zmianami w samej wyszukiwarce Google na czele. Dziś Google daje nam coraz więcej wyników „na tacy”, sprawiając, że swoją wiedzę możemy zaspokoić na stronie wyszukiwania, nie klikając w żaden wynik. Przykładem mogą być mapy, pogoda czy słownik (wszystkie tzw. knowledge graph’y), które pokazują się naszym oczom od razu po wpisaniu odpowiedniej frazy. Dzięki temu więcej czasu spędzamy w samej wyszukiwarce, bo tam od razu znajdujemy interesujące nas informacje. Te zmiany sprawiają, że dodanie lokalizacji swojej firmy do Google Maps, może przynieść znaczną poprawę zainteresowania naszymi usługami.

Mimo wszystkich modyfikacji w wyszukiwarce, wyniki organiczne mogą skupiać większą uwagę niż te opłacone, wyświetlane na pierwszych miejscach w Google. Warto w tym miejscu dodać, że wynik organiczny jest efektem działań SEO (dlatego też warto w nie inwestować!). Eye tracking jest kopalnią niezwykle ciekawych danych na temat praktyk wyszukiwania. Zasady jednak nie są tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać – najlepiej klikalne są te treści, które potrafią szybko przyciągnąć uwagę – dobrym nagłówkiem, kolorem, zdjęciem.